Czesław Rowicki brał udział w kampanii wrześniowej i 17 grudnia zastał ich w Stanisławowie (dzisiejsza miejscowość Iwano-Frankiwsk). Do miasta wkroczyli Rosjanie i ich generał Kwiatkowski powiedział im, że dostali nóż w plecy.

– Musimy się rozwiązać. Nie mamy wyboru. Od tego momentu nie obowiązuje was przysięga wojskowa. Możecie sami decydować o swoim losie. Jutro rano wyruszamy do Rumunii. Kto nie chce z nami niech wraca do swojego domu.

Czesław Rawicki z kolegą stwierdzili, że nie ma co czekać do rano tylko trzeba wyruszyć pod osłoną nocy. Ruszyli pieszo w stronę Mazowsza. Następnego dnia spotkał ich chłop i powiedział, że za te mundury to ich Niemcy rozstrzelają od razu. Dal im jakieś łachmany i poszli dalej. Trasa zajęła im prawie 2 tygodnie. Spali w lesie i żywili się tym, co znaleźli.

Okazało się, że dzień po ich wyjściu z obozu napadli ich kolegów Ruscy, którzy większość zabili albo wzięli do niewoli. Kiedy Czesław doszedł do swojej miejscowości jego zona Wacława według informacji, które dostała była wdowa i do tego w ciąży. Jakie było jej zaskoczenie, kiedy pracując w ogrodzie zobaczyła przy plocie jakiegoś starca, zarośniętego w łachmanach, który mówi, że jest jej Czesiem. Wychodził miesiąc wcześniej młody, przystojny oficer w pięknym mundurze, a wraca kompletnie zmieniony. Radość była wielka. Niemcy rozgościli w Czerwonce, a nawet zajęli ich dom, który wyróżniał się wśród innych dając im jeden pokój.  Nie domyślili się, że ten wychudzony mężczyzna brał u kampanii wrześniowej i pozwolili mu pracować. Czesław współpracował z partyzantami w pobliskich lasach w czasie wojny.