
Wspomina wspaniałego aktora i społecznika jego prawnuczka Bogusława Skawna.
Kto dziś pamięta Antoniego Bednarczyka -polskiego międzywojennego aktora teatralnego i filmowego, który swoją karierę rozpoczynał jeszcze u schyłku XIX wieku? Aktora, który miał w swoim dorobku ponad trzysta ról teatralnych, szereg ról filmowych, a także ponad sto wyreżyserowanych sztuk? Do historii teatru Antoni Bednarczyk przeszedł jednak nie tylko jako artysta. Był bowiem tym przedstawicielem środowiska artystycznego, który doprowadził do powstania Schroniska Artystów Weteranów Scen Polskich w Skolimowie (dziś Dom Artystów Weteranów Scen Polskich).
Występował w wielu teatrach
Urodził się w 1872 roku w Radomiu. Już w szkole średniej zainteresował się teatrem Po ukończeniu gimnazjum wyjechał do Krakowa i przez dwa lata uczył się aktorstwa, pod kierunkiem R.Żelazowskiego i L.Stępowskiego.
Przez parę lat brał udział w przedstawieniach amatorskiego teatru w Radomiu. Potem występował w teatrach w Dąbrowie Górniczej, Poznaniu, Krakowie, i we Lwowie. W 1902 roku otrzymał angaż w Warszawskich Teatrach Rządowych i od tego czasu stale już związany był ze scenami stolicy – najdłużej z Teatrem Rozmaitości.
Dwie kobiety
16 IV 1904 roku ożenił się z aktorką i poetką Anielą Bogusławską, wnuczką Wojciecha Bogusławskiego (aktor, reżyser, pisarz, dyrektor Teatru Narodowego w Warszawie).
– Dzieci nie mieli i chyba nie byli szczęśliwym małżeństwem. Kilka lat później Bednarczyk na deskach teatru poznał aktorkę Antoninę Bronicz- Iłowiecką, wówczas mężatkę. Kiedy jej mąż (również aktor) zmarł mając zaledwie 29 lat, Antonina została sama z maleńkim synem – mówi Bogusława Skwarna,prawnuczka pana Antoniego – Bednarczyk zaopiekował się wówczas obojgiem, traktując małego chłopca, Stasia Iłowieckiego, jak własne dziecko.
Stanisław Iłowiecki
Stanisław Iłowiecki usynowiony przez Bednarczyka ukończył Wyższą Szkołę Handlową i przez wiele lat pracował w administracji państwowej, aby wreszcie w okresie wojny zostać burmistrzem Otwocka. Stanisław zakochał się i w
1933 roku ożenił z Bogusławą, córką przedsiębiorcy warszawskiego. O rękę panny wraz z przyszłym panem młodym prosili jego rodzice Antonina Bronicz-Iłowiecka i Antoni Bednarczyk. Po ślubie Bednarczyk bywając w domu Stacha i Busi (bo tak ich nazywał) często prosił, aby jego ukochana synowa czytała mu teksty. Szybko
zorientował się, że ma duży talent aktorski i postanowił przygotować ją do eksternistycznych egzaminów aktorskich.
Synowa aktorką
Temu zdecydowanie sprzeciwił się Stach, nie życząc sobie, aby jego żona była dotykana lub całowana przez innych mężczyzn. W związku z tym lekcje Antoniego Bednarczyka były przeprowadzane tylko dla obopólnej przyjemności i satysfakcji. Po wielu latach okazało się jednak, że nie na próżno. Po wojnie kiedy Busia Iłowiecka była już wdową, idąc za rozbudzoną pasją, zaczęła grać w amatorskim teatrze w Otwocku. Doświadczenie zdobyte u Mistrza zaprocentowało, więc występowała w wielu głównych rolach. W końcu została też dyrektorem tego teatru. Niestety Antoni Bednarczyk nigdy nie zobaczył jej na scenie.
Aktor, reżyser
Antoni Bednarczyk nazywany też Bednarskim był cenionym aktorem.
– Wyróżniał się w rolach charakterystycznych jeśli trzeba było grubasa i dość wysokiego mężczyzny to niski i chuderlawy Bednarczyk potrafił się watówkami wyokrąglić, a perukami i obuwiem podwyższyć – pisał Adam Grzymała Siedlecki (krytyk literacki).
Reżyserował sztuki wielu współczesnych autorów (szczególny sukces odniosła premiera „Młodego lasu „, a także przedstawienia: „Konfederatów Barskich”,”Hamleta”, „Sędziego z Zalamei”, sztuki Schillera i Fredry.). Sam wcześniej korzystając z lekcji u sław, od 1907 roku, czyli wtedy kiedy już był znanym aktorem, uczył gry aktorskiej młodych chcących zaprzyjaźnić się z Melpomeną.
W 1911 roku wyreżyserował pierwszy pełnometrażowy polski film fabularny „Dzieje grzechu” I choć film został zmiażdżony przez krytykę, a jego twórca oskarżony o „epatowanie brudem moralnym „, „rzucanie polskiej kobiecie obelgi prosto w twarz” to jednocześnie cieszył się ogromną popularnością wśród publiczności.
Wielki Jałmużnik Teatru
– Pradziadek potrafił łączyć intensywną pracę zawodową z działalnością społeczną – mówiła Bogusława. – Funkcjonujące wśród ludzi sceny po dziś dzień żartobliwe określenie Bednarczyka – Wielki Jałmużnik Teatru Polskiego nie zawiera cienia przesady.
Był świadomy, że po okresie sławy wielu aktorów umiera w biedzie. Postanowił zająć się swoimi kolegami, którzy odchodzą w cień i zbudować azyl, dla tych którzy są w trudnej sytuacji życiowej. Dziełu temu poświęcił wiele lat pracy i starań. Kołatał do wszystkich możliwych drzwi i wszystkich możliwych serc. Wacław Preker podarował ziemię w Skolimowie, architekt Jerzy Mikulski zrobił projekt. Pradziadek Bogusławy zajął się finansami. Organizował występy i bale, z
których dochód zasilał fundusz przyszłego schroniska, grał z kolegami w karty, a wygrane sumy „rekwirował „na Skolimów. Wprowadził opłatę karną za przekleństwa w jego obecności.
– Kiedyś spędzał wakacje u znajomych na wsi. W dzień jarmarku usiadł pod krzyżem i grał na okarynie. Wracający z targu wieśniacy wrzucali do
kapelusza pieniądze mówiąc: „Macie dziadku tak pięknie gracie pod Męką Pańską.” – wspominała Bogusława Skwarna.
Skolimów dla artystów
Schronisko uroczyście otwarto w 1927 roku. Przebywali tu (i nadal przebywają) zarówno artyści wybitni jak i zupełnie nieznani, ale zawsze najbardziej potrzebujący i samotni. Wielkim dziełem życia Antoniego Bednarczyka był nie tylko Skolimów. Zajmował się również zbieraniem teatraliów i
przede wszystkim opracował kilkanaście albumów pomyślanych jako encyklopedia teatru.
-Pisał je zapominając o bożym świecie, nie słysząc nawet alarmów bombowych, tak, że Stach musiał go na siłę zabierać z gabinetu, aby się chronił w piwnicach kamienicy. Zbiory te zostały zdeponowane w Bibliotece Narodowej w Warszawie, gdzie niestety wszystkie spłonęły podczas Powstania Warszawskiego -wspominała prawnuczka aktora.
Zmarł w czasie wojny
Antoni Bednarczyk zmarł 1 lutego 1941 roku w domu Stacha i Busi Iłowieckich, swoich dzieci, przy ul. Brylowskiej w Warszawie. Został pochowany na Powązkach wspólnie z Atoniną Bronicz-Iłowiecką. Jego ukochany „syn” Stach
zmarł zaledwie 3 lata później.
Dom w Skolimowie
Twórca Domu odszedł, ale kolejne pokolenia rodziny są nadal obecne w Skolimowie . Najpierw bywała tam synowa, potem wnuk, a teraz prawnuczka Bogusława Skwarna. Nie dysponując środkami finansowymi, które mogłaby przekazać na dobro Skolimowa, znalazła inny sposób na wspomaganie dzieła pradziadka. Od 11 lat organizuje charytatywne aukcje na rzecz aktorów w stanie spoczynku. Sama będąc artystką malarką zachęca innych artystów do przekazania prac, które są licytowane podczas wydarzenia zatytułowanego: Młodość i Twórczość dla Doświadczenia. „Młodość”, to dziewczęta zaangażowane w aukcję, będące uczestniczkami programu „Debiutantki”, „Twórczość”, to artyści malarze i inni artyści przekazujący swoje dzieła i wreszcie „Doświadczenie”, to mieszkańcy Domu.
– Co roku dzięki wrażliwym sercom ofiarodawców i licytujących przekazujemy na rzecz Domu przedmioty i urządzenia potrzebne do jego funkcjonowania. Kupujemy aparaty medyczne np. do miejscowej krioterapii, wymieniamy sprzęt np. lodówki, które trudno uwierzyć, ale pamiętały jeszcze pierwsze lata domu, poddajemy renowacji meble, zmieniamy wykładziny w pomieszczeniach. Dajemy to co potrzebne, ale nade wszystko dajemy mieszkańcom swój czas i swoją obecność, bo przecież rzeczy pomagają, ale ciepło płynie od obecności człowieka – opowiada Boguslawa Skwarna.

