O życiu i miłości w czasach PRL-u. Pani Gabryela przywołuje wspomnienia rodziców i własne.
Pani Gabryela P. urodzona w 1956 roku, pochodzi z podwarszawskiej miejscowości Milanówek. Mieszka tu od urodzenia.
Przy produkcji bimbru
Pani Gabryela przywołała na początku historię z życia swojego taty, który nie żyje już od 18 lat. Pan Stanisław mieszkał na wsi. W okolicy jego zamieszkania pędzono bimber. Przeznaczono na ten cel budynek będący dawnym szpitalem dla jeńców wojennych. Siedemnastoletni chłopak wraz kolegami ustalili dyżury, podczas których pilnowali produkcji alkoholu. On pełnił wartę akurat porą nocną. Wtedy stała się rzecz straszna.
– Usłyszał, że otwierają się drzwi, które były zamknięte. Skrzypienie tych drzwi dało mu dużo do myślenia… (…) Następnie słyszał czyjeś kroki, oficerskie buty trzaskające o ziemię. A potem zobaczył tajemniczą postać, jakby kłębek wełny wskoczył na stół. Chwila moment, to coś zeskoczyło i odmaszerowało do drzwi. Drzwi się zamknęły, a mój tata po prostu dał nogę do swojego domu. I więcej się tam nie pojawił, taki był bohater. – opowiadała pani Gabriela.
Mama pielęgniarka
Mama pani Gabryeli Zofia miała 14 lat, kiedy zastała ją wojna. Nie ukończyła szkoły. Po zakończeniu okupacji Pani dziewczyna bardzo chciała pomagać ludziom, dlatego jej marzeniem było zostanie pielęgniarką. Nie posiadała odpowiedniego wykształcenia, więc postanowiła ukończyć szkołę średnią. Dojeżdżała przez 2 lub 3 lata do Żyrardowa, gdzie napisała maturę. Umożliwiło jej to spełnienie marzenia – została pielęgniarką w milanowskim szpitalu. Robiła ludziom zastrzyki, często odwiedzając ich w domach. Była nadzwyczaj zaradną kobietą i przede wszystkim wspaniałą gospodynią domową, która wychowała czworo dzieci.
Miłość do sąsiada
Historia miłosna pani Gabryeli rozpoczęła się, gdy miała 10 lat. To wtedy vis-à-vis jej domu wprowadziła się nowa rodzina. Wśród niej było trzech młodych, uroczych chłopców. Jeden z nich szczególnie jej się spodobał. Miał na imię Tadeusz.
– Ciekawie było, spotykaliśmy się, zerkaliśmy na siebie. Niedługo potem, założyliśmy sobie telefon, telefon tak zwany dwie puszki od pasty do obuwia, połączone sznurkiem. Kiedy sznurek się napinał, mówiliśmy do siebie i wszystko było słychać. A sznurek poprowadziliśmy od okna do okna, bo były naprzeciwko. (…) widywaliśmy się prawie codziennie, grywaliśmy w piłkę, w siatkówkę, w badmintona. – wyznała pani Gabriela.
Para sąsiadów, po 12 latach wspólnych przygód, została małżeństwem. Pani Gabryela w poruszający sposób opisuje o swoją historię miłosną:
– Piękne to były czasy i mam co wspominać, gdyż mój mąż niestety już nie żyje, ale miłość i wspomnienia pozostały do dzisiaj.”
PRL – czas w dwojaki sposób wspominany
Zapytana o wspomnienia z PRL-u Pani Gabryela, przedstawiła dwa oblicza tego okresu:
– Czasy PRL-u były straszne. Wszystko było na kartki. Lepiej o tym szybko zapomnieć – wspomina kobieta.
Jako że pan Tadeusz i pani Gabryela mieli trzech synów, rodzinie przysługiwało 5 kartek. Można było kupić na nie nie tylko żywność, ale też papierosy i alkohol. Małżeństwo było wolne od nałogów, więc kupowało wszystko z myślą o dzieciach. Pani Gabryela wspomina swoje podróże do Warszawy do sklepu E.Wedel. Wracała stamtąd z torbami pełnymi słodyczy, by dzieci były szczęśliwe. Zdobycie czegokolwiek w sklepie wiązało się z czekaniem w przeogromnych kolejkach, które Pani Gabryela określa jako wręcz wykańczające. Jej mąż dwa razy w miesiącu jeździł do Hali Mirowskiej, by zaopatrzyć rodzinę w niezbędne produkty do życia. Stał w kolejce od północy do otwarcia sklepów. Poza tym, w pamięci pani Gabryeli, zapadło Święto Pracy :
– To przymusowe pierwszomajowe święto, które mnie dobijało. Szczególnie, że trzeba było dojechać do Warszawy, gdyż tam wtedy się uczyłam. No jest jeszcze szereg innych rzeczy, ale… Już nie chcę wracać do tych czasów. „
