Pierwszy wiatrak w Kazimierzu Dolnym udokumentowany był na XVII wiek. Potem było ich kilka, ale w XX wieku w latach 60. nie istniał żaden. Zmieniła to jedna osoba.
Socjolog Ryszard Dziadosz pracował w lubelskim Instytucie Medycyny Wsi i prowadził badania nad stanem zdrowia Polaków. Jego żona Maria Woźniakiewicz Dziadosz była specjalistką od historii teorii literatury oraz pracownikiem naukowym na lubelskim uniwersytecie. W latach siedemdziesiątych dostali spory spadek. Jednego dnia wybrali się do Kazimierza i spotkali się z kolegą, który tam mieszkał i zaprowadził ich na skarpę wiślaną na końcach Kazimierza, która należała kiedyś do wioski Męćwierz. Okazało się, że ziemia była na sprzedaż. Parze bardzo spodobał się ten teren i postanowili go zakupić. Widok był na Wisłę i ptasi rezerwat Krowią Wyspę, a w oddali rozpościerały się ruiny zamku w Janowcu. Ryszard Dziadosz wpadł na pomysł, aby postawić tam wiatrak. Był rok 1975 i niestety sprzeciwił się temu pomysłowi ówczesny konserwator zabytków Jerzy Żurawski. Argumentował to tym, że nie słyszał, żeby w tej wiosce stał kiedyś wiatrak. Socjolog nie poddał się i porozmawiał z kolegą Kazimierzem Parfianowiczem, historykiem sztuki. On znalazł na stary ilustracjach, że w dziewiętnastym wieku był tam wiatrak. Konserwator zgodził się, ale przeciwne były władze wojewódzkie, więc Dziadosz pojechał do Warszawy do Ministerstwa Kultury i Sztuki Józefa Tejchmy. W końcu i on wyraził swoje poparcie. Potem Dziadosz udał się do dyrektora Muzeum Wsi Lubelskiej w Lublinie, Ryszarda Królikowskiego i on pokazał mu stare wiatraki w okolicach Puław. Taki był warunek, że musiał to być zabytkowy obiekt. Jeden z nich w Bałtowie zachował się w dobrej kondycji. Ryszard kupił go za 14 000, ale żeby przystąpić do rozbiórki musiał zatrudnić architekta, który dokładnie oglądał każdą deskę sporządzając spis każdej części. Jeśli było 75% substancji zabytkowej można było ubiegać się o dotację państwową w przypadku przyszłych remontów wiatraka. W końcu siedmiu fachowców od zabytkowego budownictwa drewnianego rozłożyło wiatrak na czynniki pierwsze, a potem składali go na Skarpie w Męćwierzu. Trzeba było też jakoś to przewieść, a nie znajdowały się tam żadne drogi utwardzone, więc trzeba było wynająć ciągnik. Pomogli mu wtedy też studenci z Politechniki Warszawskiej, którzy zainteresowali się tym przedsięwzięciem. Trzeba było też zdobyć materiały budowlane, żeby zaadoptować wiatraka na cele mieszkaniowe, a wtedy panował kryzys w branży materiałów budowlanych. W końcu udało się sprowadzić deski z Bieszczadów. Po siedmiu latach wszystko było gotowe, aby tam zamieszkać. Właściciel przyjeżdża tam z Lublina, kiedy ma wolne i udostępnia ten teren widokowy razem z wiatrakiem dla wszystkich, którzy tutaj przyjdą!




Ryszard Dziadosz był też studentem Karola Wojtyły.
– Studiowałem prawo, ale przeniosłem się na socjologię, na drugi rok na KUL i akurat Ojciec Święty Jan Paweł II był profesorem etyki społecznej. Przez dwa lata chodziłem na jego wykłady. Jak przyjeżdżał z Krakowa do nas był zwykłym kapłanem, księdzem, profesorem. Właściwie podczas przerw to przeważnie stał ze studentami. Zawsze słuchał spokojnie, co oni mają do powiedzenia. Nie był zainteresowany pokojem profesorskim, gdzie wykładał profesor Czartoryski i cała arystokracja. Sytuacja zmieniła się, kiedy został kardynałem, a potem papieżem – opowiada Ryszard Dziadosz dla Złotej Sceny.
Autor zdjęć i tekstu Mateusz Mazur
