Wacław Pieczyński urodziny 9 maja 1917 roku na Syberii w Rosji. Wrócił po zakończeniu I wojny światowej, bo w 1926 roku jest we wpisie uczynków w dwuklasowej szkoły podstawowej w Łosośnej. Miał wtedy 9 lat. Jego rodzicami byli Paweł i Józefa. Wacław ma siostrę Janinę i jeszcze jedno rodzeństwo. Wyuczył się w zawodzie rzeźnik.
W 1939 roku wziął udział w kampanii wrześniowej i został zatrzymany w Rzekuniu w powiecie Ostrołęckim w maju 1941 roku. Działał w Armii Krajowej, więc nie skapitulował w wrześniu 1939 roku. Prawdopodobnie działał w partyzantce. Po uwiezieniu przebywał w zakładach karnych w Ostrołęce, Placku, a nawet w miejscowości Mory w Holandii. Natomiast 23 lipca 1943 roku widnieje informacja, że Wacław Pieczyński został przewieziony do obozu koncentracyjnego w Auschwitz jako więzień polityczny o nr 131007. Tam był ofiarą eksperymentów pseudomedycznych. Kilkakrotnie jest wpisany w rejestr szpitala, gdzie był i robiony miał rentgen. Od 5 sierpnia 1943 do 9 września 1944 roku przybywał w bloku 20, który był blokiem zakaźnym.
-Przebywali tu więźniowie chorzy na Durchfall, róże, gruźlice, tyfusu. Blok 20, jako zamknięty, dookoła był ogrodzony drutem. Kotły z jedzeniem przynoszono z kuchni do drutów, gdzie myśmy je odbierali i wnosili do bloku. W tym okresie żaden z bloków szpitalnych nie posiadał łóżek. Chorzy leżeli na salach, na siennikach papierowych z odrobiną trocin, rozłożonych na podłodze. Koce, którymi się przykrywali, przypominały raczej ścierki. Przepełnienie chorych było potworne. (…) Codziennie rano było przeciętnie 60-70 zmarłych w nocy śmiercią naturalną. Po wywleczeniu zwłok na korytarz spisywano numery- wspomina jeden z więźniów.
Wacław przeżył to i został potem przetransportowany do obozu w o KL Mauthausen i tam dostał numer 102150 i pozostał tam aż do wyzwolenia w 1945 roku. 5 maja, ok. godz. 17 do obozu Mauthausen dotarły czołgi amerykańskiej 11. Dywizji Pancernej. Pierwszy, który przekroczył bramę, był dowodzony przez sierżanta Alberta J. Kosieka.
-„Jak zobaczyliśmy zielony uniform, hełm amerykański, to niebo nam się otworzyło. Ludzie skakali, tańczyli… To była najpiękniejsza chwila, jesteśmy wolni” – wspominał Lech Grześkowiak z obozu Gusen.
Wrócił do domu i zamieszkał w Ostrołęce. Zmarł w 1988 roku. Odznaczony wielokrotnie.
Informacje przekazała wnuczka Anna Kobylarz
Współautor Mateusz Mazur

