Wanda Traczyk-Stawska umarła 19 sierpnia w wieku 99 lat. O jej śmierci poinformował
Europoseł Koalicji Obywatelskiej Michał Szczerba.
– Odeszła Bohaterka. Pani Wanda Traczyk-Stawska „Pączek”. Żołnierka Powstania. Walczyła z bronią w ręku. Strażniczka pamięci. Warszawianka, nauczycielka, autorytet. Zawsze myślała i pracowała dla Ojczyzny. Zawsze występowała w obronie słabszych. Pragnęła silnej i bezpiecznej Polski w Europie. Dziękujemy, kochana Pani Wando, za wszystko” – napisał w serwisie X europoseł.
Na co dzień Wanda Traczyk-Stawska była psycholożką, działaczką społeczną. Do późnych lat 70. pracowała jako nauczycielka w szkołach specjalnych dla dzieci z niepełnosprawnościami. Mocna angażowała się w działalność na rzecz pamięci o poległych powstańcach, kierowała Społecznym Komitetem ds. Cmentarza Powstańców Warszawy. Aktywnie uczestniczyła w życiu publicznym zabierając głos w sprawach praw człowieka, praw kobiet oraz demokratycznych wartości.
Życie Wandy Traczyk-Stawskiej
Urodziła się 7 kwietnia 1927 roku w Warszawie. Od 1942 roku działała w konspiracji i jako członek Szarych Szeregów brała udział w małym sabotażu oraz w akcji „N”. Między innymi dostarczała konfidentom listy ostrzegające, że w przypadku niezaprzestania działalności zostaną wykonane na nich wyroki śmierci.
Kiedy nastał 1 sierpnia 1944 roku ona miała 17 lat.
W Powstaniu Warszawskim brała udział jako strzelec i łączniczka Oddziałów Osłonowych Wojskowych Zakładów Wydawniczych (WZW) – Biura Informacji i Propagandy – Komendy Głównej Armii Krajowej. Walczyła w Śródmieściu Południowym i Powiślu, m.in. o utrzymanie elektrowni.
– Miałam świadomość tego, że w Polsce, na całym terenie, który pamiętam z 1939 roku, jak wyglądał, nie ma wolności i że Warszawa jest miejscem, które może przekazać całemu światu, że jesteśmy dobrze zorganizowanym narodem, narodem, który nie boi się. Wiedzieliśmy, że Niemcy są od nas lepiej uzbrojeni, że są lepiej odżywieni, że my jesteśmy biedakami, ale my równocześnie mieliśmy poczucie swojej wartości, że przecież nasi rodzice tę wolność po tylu latach odzyskali dzięki swojej walce” – podkreślała w rozmowie w TVP Warszawa.
O 1 sierpniu 1944 roku mówiła:
– To była tak cudowna chwila, którą uważam za najpiękniejszą w swoim życiu! Kiedy sobie przypominam, jak ludzie rzucali się sobie w ramiona, ci nieznajomi, że jest Warszawa wolna! A to był tylko zaledwie kawałek Warszawy – Śródmieście. Inne dzielnice były też wolne, ale na chwilę. My trzymaliśmy cały czas tę część Warszawy najważniejszą.
6 września 1944 została ciężko ranna i po kapitulacji powstania trafiła do niewoli niemieckiej.
– Kiedy szliśmy do niewoli, bo była kapitulacja, baliśmy się, że jak my będziemy szli, to warszawiacy będą na nas krzyczeć, będą nam wymyślać, żeśmy zburzyli Warszawę, żeśmy doprowadzili do takich ogromnych strat w ludziach, ale i w budynkach, a oni stali, jak żeśmy wychodzili, i płakali. I to było dla mnie czymś, co mnie wzrusza, że nie gniew, ale czułość i serdeczna troska o to, co z nami zrobią – mówiła w programie z łamiącym się głosem.
W 1947 wróciła do Polski.


Opracował Mateusz Mazur
